W Clash of Clans każda baza to strategiczny punkt na mapie. Budynki, zasoby, obrona. Wszystko musi być zabezpieczone. Ale czasem, nawet gdy myślisz, że Twoja baza jest bezpieczna, pojawia się wróg, którego nie spodziewałeś.
Gmina miała swoją bazę – szkołę. Budynek funkcjonował od lat, dzieci się uczyły, wszystko działało sprawnie. Grunt, na którym stała szkoła, został kiedyś wywłaszczony przez państwo, a później przeszedł na własność gminy. Przez około 20 lat nikt nie kwestionował tej sytuacji. Aż do 2019 roku. Wtedy zgłosili się spadkobiercy byłych właścicieli nieruchomości. I rozpoczęli atak.
W naszej grze zdarzają się kampanie, które przegrywasz. Przeciwnik ma lepszą strategię, lepsze zasoby, lepsze planowanie. Próbujesz się bronić, ale kolejne linie obrony upadają. Gmina próbowała się bronić. Argumentowała, że ma prawo do gruntu. Że był wywłaszczony zgodnie z przepisami. Że szkoła działa od dekad i służy lokalnej społeczności. Ale spadkobiercy mieli mocne karty: dokumenty własnościowe, dowody spadkobrania, profesjonalną reprezentację prawną. I przede wszystkim determinację.
Wszystkie procesy zostały przez gminę przegrane. Łącznie ze sprawą o zasiedzenie. Sąd nakazał wpisanie spadkobierców do księgi wieczystej jako właścicieli nieruchomości. Baza została przejęta. Przeciwnik wygrał.
Spadkobiercy po wygranych procesach zażądali niezwłocznego opróżnienia i wydania terenu. Szkoła? Dzieci? Społeczność lokalna? Nie ich problem. Teren należy do nich, gmina ma się wynieść.
Gmina stanęła przed dylematem: co zrobić ze szkołą? Gdzie przenieść uczniów? Jak zbudować nowy budynek, skoro budżet jest ograniczony? Teoretycznie pozostawała jeszcze jedna opcja: odkup nieruchomości. Ale po jakiej cenie?
Spadkobiercy wycenili grunt na kwotę, która przekraczała możliwości finansowe gminy. I z każdym miesiącem oczekiwania ta cena rosła. Apetyt rósł wraz z upływem czasu. Im dłużej gmina zwlekała, tym więcej mieli zapłacić. Frontalny atak się nie udał. Obrona runęła. Próba negocjacji cenowych – odpada. Czas na zmianę strategii.
Przejęliśmy sprawę gminy i zaczęliśmy od dokładnej analizy sytuacji. Nie interesowały nas kolejne procesy sądowe. Te zostały przegrane. Nie interesowały nas negocjacje cenowe z całą grupą. Interesowało nas jedno: kto stoi po drugiej stronie? Okazało się, że właścicieli jest kilku. Ale nie wszyscy są równi. Większość miała profesjonalną reprezentację prawną – jednego pełnomocnika, który koordynował działania całej grupy. Byli zorganizowani, zmotywowani i dobrze przygotowani.
Ale jeden z właścicieli nie miał pełnomocnika. Działał samodzielnie. To był nasz słaby punkt w obronie wroga.
W Clash of Clans jest taktyka znana jako „divide and conquer” – podziel i zwyciężaj. Zamiast atakować całą bazę naraz, rozbijasz ją na części. Izolujesz budynki. Eliminujesz obronę fragment po fragmencie. W tej sprawie zasada była dokładnie taka sama. Nie mogliśmy wygrać z całą grupą spadkobierców. Ale mogliśmy porozumieć się z jednym z nich, tym bez pełnomocnika.
Dlaczego akurat on? Bo był w innej sytuacji niż reszta grupy. Pozostali współwłaściciele działali wspólnie, mieli jednego prawnika, wspólną strategię, wspólne cele. Czekali na maksymalizację zysku, najwyższą możliwą cenę odkupu.
Ale ten jeden właściciel? Nie miał dostępu do tej strategii. Nie miał wsparcia prawnego. I nie miał pewności, jak długo będzie trwało to oczekiwanie na kupującego gotowego zapłacić horrendalną cenę. Skontaktowaliśmy się z nim bezpośrednio.

Naszym celem było przekonanie tego jednego właściciela do sprzedaży swoich udziałów w nieruchomości gminie. Co mu zaproponowaliśmy? Natychmiastową sprzedaż, bez czekania na hipotetycznego kupca, który zapłaci astronomiczną kwotę. Korzystną cenę, wyższą niż oferowano początkowo, ale realną dla gminy.
Dla niego to była pewność. Konkretne pieniądze, teraz, bez ryzyka, bez długich negocjacji, bez niepewności co do wyniku. Dla nas to był strategiczny ruch – przejęcie części udziałów w nieruchomości oznaczało, że gmina staje się współwłaścicielem. A współwłaściciel nie może być zmuszony do opuszczenia nieruchomości przez pozostałych współwłaścicieli.
Przekonaliśmy go. Czas realizacji: 2,5 miesiąca.
Po zakupie udziałów od jednego ze współwłaścicieli sytuacja wyglądała zupełnie inaczej:
Przeciwnik stracił przewagę strategiczną. Gmina zabezpieczyła swoją bazę.
W Clash of Clans najlepsze klany to te, które potrafią wykorzystać konflikty między wrogami. Gdy dwóch graczy walczy o te same zasoby, trzeci wchodzi z boku i przejmuje kontrolę. W tej sprawie mechanizm był identyczny.
Kilkuosobowa grupa współwłaścicieli działała pozornie wspólnie, ale w rzeczywistości każdy miał swoje interesy. Większość czekała na maksymalizację zysku, koordynowana przez jednego pełnomocnika. Jeden działał samodzielnie, bez wsparcia prawnego, bez pewności co do przyszłości.
My znaleźliśmy tego jednego. Przekonaliśmy go, że jego interes leży gdzie indziej. I przejęliśmy udział w nieruchomości, zanim reszta grupy zdążyła zareagować.
Efekt? Gmina zabezpieczyła szkołę. Dzieci mogą się dalej uczyć. Społeczność lokalna nie straciła placówki edukacyjnej. A pozostali współwłaściciele stracili narzędzie presji – nie mogą już żądać opróżnienia, bo współwłaściciel ma prawo do korzystania z nieruchomości.
Twoja gmina ma problem z nieruchomością?
Spadkobiercy żądają wydania terenu?
Pomożemy!